DR IRENA ERIS HOLISTIC CLUB - PROGRAM LOJALNOŚCIOWY DLA KLUBOWICZÓW

29.4.17

DR IRENA ERIS HOLISTIC CLUB - PROGRAM LOJALNOŚCIOWY DLA KLUBOWICZÓW

EDIT: marka Dr Irena Eris z dniem 25 maja 2019 r. zamknęła program lojalnościowy Holistic Club

Nie ma co owijać w bawełnę, kosmetyki pielęgnacyjne marki Dr Irena Eris uwielbiam od lat i już niejednokrotnie mogliście o tym na moim blogu przeczytać (chociażby tutaj). Z kolorówką Provoke do tej pory nie miałam zbyt dużo do czynienia, ale braki nadrabiam - właśnie w moje łapki wpadła prześliczna mozaika brązująca Choco Bronzer. Dzisiaj natomiast chciałam opowiedzieć Wam o bardzo ciekawym projekcie, który ma do zaoferowania marka...


Holistic Club to nic innego jak program lojalnościowy przygotowany specjalnie dla Klubowiczów. Polega na zbieraniu punktów na platformie i wymienianiu ich na nagrody. Punkty możemy zbierać zarówno kupując kosmetyki, jak również korzystając z usług gabinetów Dr Irena Eris. Zebrane punkty wymieniać możemy na kosmetyki z zakładki strefa prezentów, a jest z czego wybierać.


Aby przystąpić do programu należy zarejestrować się na platformie podając swoje dane. Każdy zakupiony kosmetyk ma w środku opakowania specjalny kupon z 6-cio lub 10-cio cyfrowym kodem, który należy przepisać. Punkty za usługi w Kosmetycznych Instytutach i Hotelach SPA automatycznie wpadają na konto Klubowicza, wystarczy w recepcji podać login.


Jeśli podobnie jak ja jesteście fanami kosmetyków marki, myślę, że program przypadnie Wam do gustu. Nie wymaga od nas w zasadzie niczego, a można zgarnąć naprawdę fajne nagrody.


Dr Irena Eris Holistic Club to miejsce prestiżu i korzyści. Odnajdziesz się tutaj doskonale. Wiedz, że Klubowicze mogą liczyć na więcej. Program, który przygotowaliśmy, w eleganckiej i przejrzystej formie pozwoli Ci na zbieranie punktów. Czy wykorzystasz je na pobyt w Hotelu SPA, Kosmetycznym Instytucie czy Salonie Beauty Partner lub na kosmetyki Dr Irena Eris z nowej linii? Wybór należy do Ciebie...


Do programu możecie przystąpić tutaj. Koniecznie dajcie znać w komentarzach czy lubicie programy lojalnościowe i czy podoba się Wam inicjatywa marki Dr Irena Eris.
DR IRENA ERIS BODY ART BUST C+ CARE - INTENSYWNY KREM UJĘDRNIAJĄCO-REGENERUJĄCY DO BIUSTU

10.4.17

DR IRENA ERIS BODY ART BUST C+ CARE - INTENSYWNY KREM UJĘDRNIAJĄCO-REGENERUJĄCY DO BIUSTU

Przyznam szczerze, że przez bardzo długi okres czasu z kosmetykami do pielęgnacji biustu jakoś nie było mi szczególnie po drodze. Czasem zamówiłam jakiś tam ujędrniający krem z Avon, ale generalnie omijałam "te półki" w drogeriach dość szerokim łukiem, udając że to mnie zupełnie nie dotyczy. Tematem zainteresowałam się dopiero po skończeniu trzydziestki (i zrzuceniu kilkunastu kilogramów), ponieważ nie od dziś wiadomo, że po trzydziestce wszystko się zmienia...

Jestem właścicielką biustu w rozmiarze D80, czyli, nie ukrywajmy, do najmniejszych nie należy. Przy takich wymiarach dobór odpowiedniego biustonosza to już połowa sukcesu, ale teraz już wiem, że dobór odpowiedniej pielęgnacji to jest dopiero klucz do sukcesu.


Unikatowy intensywny krem do biustu pomaga udoskonalić jego kształt i ujędrnić skórę za sprawą kompleksu Firmix C+. Synergia działania błękitnego retinolu oraz kwasu foliowego intensywnie uelastycznia skórę.
Sposób użycia: Polecany do codziennej pielęgnacji skóry biustu o pełniejszych kształtach. Szczególnie polecany jako kuracja ujędrniająca w trakcie stosowania diet odchudzających.

Czytając opis producenta wydawało mi się, że jest to dokładnie taki produkt, jakiego potrzebuję - miał poprawić kształt biustu, uelastycznić skórę, a przy tym nawilżyć. Skrupulatnie więc wcierałam go na noc przez ostatnie trzy tygodnie, obserwując efekty. Po trzech tygodniach przyszła pora na podsumowanie.


Opakowania marki Dr Irena Eris zawsze prezentują się wyśmienicie, i nie inaczej jest w tym przypadku. Butelka utrzymana w kolorystyce biało-srebrnej, z pompką typu air-less, zawiera 100 ml produktu. Po trzech tygodniach codziennego wsmarowywania zużycie oceniam na około 30%, czyli produkt jest wydajny. Jedno naciśnięcie pompki dozuje dawkę kosmetyku, wystarczającą na jednorazową aplikację.

Krem dzięki jasnoróżowemu kolorowi oraz perfumowanemu zapachowi sprawia wrażenie bardzo ekskluzywnego. Aplikacja jest przyjemna, a sam produkt błyskawicznie się wchłania.


Pierwsze efekty odczuwamy natychmiastowo - skóra jest przyjemna w dotyku, sprawia wrażenie odżywionej, a efekt utrzymuje się przez cały następny dzień. Po kilku dniach zauważyłam, że poprawił mi się się owal piersi, nabrały ładniejszego kształtu. Myślę, że posiadaczki większych piersi doskonale wiedzą o czym mówię. Zauważyłam również, że poprawił mi się wygląd dekoltu - skóra jest bardziej sprężysta, wygładzona i ma ładniejszy kolor.


Po trzech tygodniach stosowania kremu Bust C+ Care śmiało mogę napisać, że jest to świetny produkt. Żadna obietnica producenta nie została napisana na wyrost, a samo używanie jest czystą przyjemnością. Krem faktycznie przyczynił się do poprawy wyglądu moich piersi, skóra jest nawilżona i widocznie odżywiona. Polecam szczególnie kobietom z większym biustem oraz borykającym się z jędrnością skóry piersi.

Składniki aktywne: lecytyna (Lecithin), witamina E (tokoferol), skrzyp polny (Equisetum Arvense), Centella Asiatica, żeń- szeń (Panax Ginseng), algi mikroalgi zielone (Chlorella), algi błękitne (Algae Extract, błękitny retinol), Sodium Chondroitin Sulfate, folacyna (kwas foliowy), olej z pestek jabłka (Pyrus Malus Fruit Extract), Błękitna alga (Aphanizomenon Flos-aquae).
BIOTYNA / WITAMINA B7 (H), CZYLI NAJLEPSZY SUPLEMENT DIETY NA WŁOSY SKÓRĘ I PAZNOKCIE

29.3.17

BIOTYNA / WITAMINA B7 (H), CZYLI NAJLEPSZY SUPLEMENT DIETY NA WŁOSY SKÓRĘ I PAZNOKCIE

Pierwszy raz z biotyną zetknęłam się zaraz po odkryciu suplementu diety Country Life - Maxi Hair Plus. Byłam z niego tak zadowolona, że rozłożyłam skład na czynniki pierwsze, próbując odnaleźć sprawcę ogromnej poprawy kondycji moich włosów. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały własnie na biotynę, która akurat w tym suplemencie jest w dawce 5000 mcg (µg) . Ciekawość kazała mi iść krok dalej i sprawdzić dawki biotyny w innych aptecznych suplementach na skórę, włosy i paznokcie. Okazało się, że większość z nich zawiera zazwyczaj jedynie śladowe ilości biotyny - dla przykładu, słynny ostatnio suplement Hairvity zawiera jedynie 50 µg, a Merz Spezial jedynie 60 µg. Zaintrygowana sięgnęłam więc po czystą biotynę 5000 mcg...


Biotyna, nazywana najczęściej witaminą B7, witaminą H lub też koenzymem R, to nic innego jak kwas organiczny, stanowiący koenzym dla karboksylaz, niezbędny do właściwego działania naszego organizmu. Łopatologicznie rzecz ujmując biotyna wpływa na prawidłowe funkcjonowanie skóry, włosów i paznokci. Jej niedobór prowadzi do występowania różnego rodzaju zmian skórnych - łuszczenia się naskórka, łojotoku, czy też wypadania włosów lub pogorszenia ich kondycji, zmniejszenia grubości włosa oraz sprężystości, jak również rozdwajania się płytek paznokciowych. Potoczna nazwa witamina H wywodzi się od niemieckiego słowa haut określającego właśnie skórę.


Żeby lepiej przekonać się o właściwościach tego suplementu odstawiłam na jakiś czas Maxi Hair Plus, tak żeby moje włosy mogły powrócić do swojego standardowego stanu (jak wiadomo tabletki zazwyczaj utrzymują efekt tak długo, jak długo dany preparat stosujemy). Kurację rozpoczęłam dokładnie 24-go lutego, przyjmując 1 tabletkę dziennie, zgodnie z zaleceniami na opakowaniu.


Dzisiaj, po ponad miesiącu regularnego przyjmowania biotyny, przyszedł czas na podsumowanie:

  1. Włosy przestały mi wypadać, zdecydowanie lepiej się układają, są grubsze i odbite od nasady, a miesięczny przyrost szacuję na około 3 cm. Dodatkowo mam całą głowę w uroczych babyhair, a na czole praktycznie dodatkową warstwę grzywki.
  2. Zagęściły mi się brwi! A byłam już pewna, że jest to w moim przypadku niemożliwe. Nawet Ola, która miesiąc w miesiąc ogarnia moje brwi, to zauważyła (przy okazji polecam wpis o moich brwiach).
  3. Nareszcie mam znów długie paznokcie (wrzucałam nawet zdjęcia na Instagramie - klik).
  4. Nie czuję się zmęczona - wyczytałam, że niedobór biotyny może prowadzić również do permanentnego uczucia zmęczenia, senności, czy nawet depresji.


Zdecydowałam się na początek zakupić biotynę 5000 mcg marki Puritan's Pride (podobno ta marka jest najlepsza). Dostępne są również dawki 7500 mcg oraz 10000 mcg. Moje opakowanie zawiera 60 tabletek i ma mi wystarczyć na 2 miesiące kuracji. Koszt takiej 2-miesięcznej kuracji to jedynie 18 zł. W porównaniu do cen tych bardziej znanych aptecznych suplementów (60-100 zł), cena biotyny wydaje się wręcz śmiesznie niska. Myślę więc, że po zużyciu tego opakowania sięgnę po mocniejszą dawkę 7500 µg. Warto tutaj nadmienić, że biotyny nie da się przedawkować, nie odnotowano żadnych efektów ubocznych, jej nadmiar jest po prostu wydalany z moczem.


Żeby nie był gołosłowną zamieszczam zdjęcie widocznych baby hair, zrobione dokładnie po 30 dniach od rozpoczęcia kuracji. Jak już wspominałam wcześniej, włosy są również widocznie odbite od nasady, a moje brwi gęstsze i ciemniejsze. Uważam, że efekty są fenomenalne, zwłaszcza mając na uwadze niską cenę produktu. Jestem bardzo ciekawa jakie efekty będą miały miejsce po kolejnych 30 dniach. Jeśli chcecie być na bieżąco upewnijcie się, że obserwujecie bloga, lubicie vexgirl na Facebooku i arletaorlowicz na Instagramie.


Co myślicie o kuracji biotyną? Macie jakieś doświadczenia z tym lub z innymi suplementami? Koniecznie podzielcie się w komentarzach.


P.S. W związku z licznymi pytaniami informuję, że swoje opakowanie biotyny zakupiłam na allegro u sprzedawcy planeta-zdrowia.
AURIGA - FLAVO C - SERUM PRZECIWZMARSZCZKOWE

21.3.17

AURIGA - FLAVO C - SERUM PRZECIWZMARSZCZKOWE

Wczoraj o godzinie 11:29 Słońce przeszło przez punkt Barana i tym samym rozpoczęła się nam astronomiczna wiosna, dzisiaj natomiast zaczęła się nam już wiosna kalendarzowa. Myślę, że to świetna okazja, żeby poopowiadać na blogu o produkcie, po który zawsze bardzo chętnie sięgam właśnie na wiosnę.


Co roku, zaraz po okresie jesienno-zimowym, czyli tzw. okresie grzewczym, moja skóra jest bardzo przesuszona i mocno poszarzała. Na domiar złego, dużo łatwiej wtedy u mnie o różnego rodzaju alergie, swędzące plamki, czy zaczerwienienia. Nie trudno się domyślić, że jest to oczywiście wynik przesuszonego powietrza (nie tylko od grzejników, ale również od wszechobecnej ostatnio klimatyzacji) oraz braku słońca. W takich sytuacjach sięgam zawsze po sprawdzony przeze mnie kosmetyk, czyli serum przeciwzmarszczkowe Auriga Flavo-C z witaminą C 8%. Podkreślam tutaj procent, ponieważ dostępna jest również wersja Forte 16%, natomiast nie miałam okazji jej jeszcze użyć i recenzja dotyczy wersji 8%.


★ OBIETNICE PRODUCENTA

Spektakularne rozświetlenie skóry, dodanie skórze blasku, wygładzenie i spłycenie zmarszczek, prewencja przeciwzmarszczkowa dzięki ograniczeniu działania wolnych rodników, wzmocnienie naczyń krwionośnych. Szczególnie polecane dla osób od około 25-go roku życia, aby opóźnić pojawienie się pierwszych zmarszczek; w przypadku już istniejących zmarszczek oraz innych oznak starzenia się skóry, takich jak utrata elastyczności, plamy barwnikowe; dla palaczy oraz osób przebywających często w klimatyzowanych pomieszczeniach; w warunkach miejskich, aby wzmocnić procesy naprawcze skóry; w przypadku skóry zniszczonej słońcem. 


Mając na uwadze, że większość z punktów wymienionych w opisie producenta dla kogo skierowane jest serum, pasuje do mnie, nie mogłam przejść koło niego obojętnie. Pierwsza buteleczka trafiła w moje ręce wiosną 2014 roku i od tego czasu kupuję je regularnie. Buteleczka, którą widzicie na zdjęciach to moje trzecie opakowanie.

W aptekach dostępne są pojemności 15 ml i 30 ml. Ja zawsze kupuję 30 ml, ponieważ starcza mi wtedy aż do lata, czyli mniej więcej na 3 miesiące stosowania. Po takim okresie moja skóra jest w naprawdę dobrej, zadowalającej mnie kondycji. Warto też nadmienić, że obie wersje sprzedawane są w białych szklanych butelkach z pipetką, która dozuje nam odpowiednią ilość preparatu. U mnie sprawdza się proporcja jednej pipetki na całą twarz i skórę szyi.


Serum ma bardzo specyficzny ziołowo-naturalny zapach i uprzedzam, że nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie się nawet podoba, więc stosowanie go jest dla mnie przyjemnością. Co prawda zaraz po aplikacji skóra ma tendencję do klejenia się, ale trwa to jakieś 20 min. Po tym czasie śmiało można już aplikować krem. Serum wchłania się nie pozostawiając tłustej warstwy, więc teoretycznie można go stosować rano i wieczorem. No ale kto z nas ma rano 20 minut na to aż serum się wchłonie? Ja ograniczam się do używania go jedynie na noc i jestem z efektów zadowolona.

★ ZA CO LUBIĘ SERUM AURIGA FLAVO-C?

Odpowiedź jest banalnie prosta - za efekty jakie zapewnia mojej skórze. Efekty zauważalne od razu, już przy pierwszej aplikacji to napięta, miła w dotyku skóra. Po kilku dniach pory stają się mniej widoczne, skóra jest lepiej nawilżona, a napięcie jeszcze bardziej odczuwalne. Po około miesiącu koloryt skóry staje się bardziej wyrównany, a twarz staje się rozjaśniona i promienna.

Śmiało mogę stwierdzić, że serum zapewnia mojej skórze zdrowy wygląd.



★ CZY POLECAM FLAVO-C?

Oczywiście, że TAK. Jest to naprawdę dobry kosmetyk, który za każdym razem zapewnia mi takie efekty, jakie producent nam obiecuje. Moja skóra naprawdę je lubi i odwdzięcza mi się pięknym wyglądem. Oczywiście kusi mnie jeszcze wersja 16%, ale nie jestem pewna czy moja skóra potrzebuje aż takiej dawki.
MIESIĄC W AZJI (SINGAPUR, FILIPINY I INDONEZJA), CZYLI WAKACJE MOJEGO ŻYCIA

15.3.17

MIESIĄC W AZJI (SINGAPUR, FILIPINY I INDONEZJA), CZYLI WAKACJE MOJEGO ŻYCIA

Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedział mi, że wakacje 2016 spędzę w Azji, popukałabym się po głowie. Owszem, kocham podróżować i staram się robić to jak najczęściej, ale nie oszukujmy się, póki co była to wyłącznie rodzima Europa. Wspominając więc w sierpniowej wishliście 2016, że chcę wakacji w miejscu gdzie są palmy, miałam na myśli raczej jakąś Grecję lub ewentualnie Portugalię (tam mnie jeszcze nie było!)... Życie jednak lubi zaskakiwać, więc na początku października 2016 spontanicznie wyjechałam na blisko miesiąc do Azji.


WIOSENNA WISHLISTA '17

9.3.17

WIOSENNA WISHLISTA '17

Widziałam wczoraj w parku prześliczne przebiśniegi. Uświadomiło mi to, że kalendarzowa wiosna już niebawem i powoli można wyciągać z szafy wiosenne ciuchy. Wraz z ciuchami i przebiśniegami zakiełkowało w mojej głowie, że przecież najwyższa pora na blogową wiosenną wishlistę. I oto ona.


LISTA 9 NAJBARDZIEJ POŻĄDANYCH PRZEZE MNIE RZECZY NA WIOSNĘ 2017



1. Aparat Canon EOS 80D

Powrót do blogowania uświadomił mi, że Canon PowerShot SX50, z którego korzystałam do tej pory przestał mi wystarczać. Nie jestem w stanie uzyskać zadowalającej mnie głębi ostrości, a balans bieli również pozostawia do życzenia. Mój wybór padł więc na apart Canon EOS 80D i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby w najbliższych tygodniach go zakupić. 


2. L.A. Girl HD Pro Conceal - odcień GC987 Beautiful Bronze

Całe życie konturuję twarz pudrami w kamieniu do tego przeznaczonymi. Do tej pory moim ulubieńcem był Smashbox Contour Kit oraz ostatnio puder do konturowania twarzy marki Kobo. Oba produkty spisują się zawsze świetnie, ale kusi mnie wypróbować metodę konturowania produktami w kremie. Z uwagi na niską cenę padło na korektor L.A. Girl HD Pro Conceal w odcieniu Beautiful Bronze. Niestety marka nie jest dostępna nigdzie stacjonarnie, więc kolor wybrany troszkę w ciemno.

3. Nivea Care Lekki krem przeciwzmarszczkowy +25

Z klasycznym kremem Nivea Care bardzo się lubimy, zwłaszcza w okresie przejściowo-jesiennym. Nigdy mnie nie zawiódł, a ze względu na leciutkie opakowanie dobrze sprawdza się na wszelkiego rodzaju wyjazdach. Kilka dni temu dowiedziałam się, że Nivea wypuściła 2 nowe wariant tych kremów - Nivea Care Lekki krem przeciwzmarszczkowy, przeznaczony dla cery potrzebującej na dłużej zachować promienny, młody wygląd, oraz Nivea Care Lekki krem łagodzący dla skóry szukającej ukojenia, głęboko ją odżywiając. Na pewno wypróbuję przy pierwszej okazji.


4. Suszarka Philips HP8280/00 Moisture Protect

Moja kochana suszarka Remington Pearl (AC5011) powoli zaczyna przechodzić na emeryturę i najwyższa pora poszukać czegoś nowego. Mając na uwadze, że włosy myję i suszę codziennie, wybór odpowiedniej dla mnie suszarki nie jest prostym zadaniem. Najlepszą opcją dla mnie wydaje się być w tym momencie suszarka z czujnikiem MoistureProtect, który za pomocą podczerwieni diagnozuje włosy i dobiera do nich taką temperaturę, aby zachowały naturalne nawilżenie. Czyż to nie brzmi ekstra?

5. Cięcie typu blunt cut bob

Kusi mnie powrót do jasnego blondu i do tego prostego, a jakże efektownego cięcia. W ostatnich czasach noszę włosy nieco ciemniejsze i mocno pocieniowane, co powoli zaczyna mi się nudzić. Wydaje mi się, że wiosna to idealny moment na odświeżenie looku. Ciekawe co na to moja fryzjerka... A może macie ochotę na wpis o moich włosach i salonie, w którym dokonują cudów? Podglądnijcie fanpage Viru i dajcie znać.

6. Torebka Sabrina Pilewicz Modena w kolorze tiramisu lub czarnym

Zakochałam się, przepadłam, pochłonęły mnie czeluści piekielne chciejstwa. Jakim cudem nigdy wcześniej o tych torebkach nie słyszałam? Dopiero Radzka mnie ogarnęła i tym samym zapragnęłam mieć je wszystkie. Co prawda nigdy w życiu sobie na to nie będę mogła pozwolić, ale taką Modenę w kolorze tiramisu to może może niedługo... Czarną zresztą też bym przygarnęła... I szarą...

7. Lampa pierścieniowa światła stałego (ciągłego) 28W

Lampa chodzi za mną już od dłuższego czasu, ale jakoś mi z zakupem nigdy nie jest po drodze, bo zawsze mam akurat jakiś ważniejszy wydatek. Nie zmienia to faktu, że lampa bardzo by mi się przydała do moich blogowych zdjęć, zwłaszcza kiedy za oknem panuje taka szarówka jak dzisiaj. W końcu nic tak dobrze nie odwzorowuje kolorów jak porządne doświetlenie stałym światłem.

8. Clinique BIY Blend It Yourself Pigment Drops

Nowość marki, wprowadzona na rynek stosunkowo niedawno. Kropelki BYI to nic innego, jak płynny pigment, który ma umożliwić nam przekształcenie naszego ulubionego kremu pielęgnacyjnego w krem BB lub podrasować krycie naszego ulubionego podkładu. Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa tego rozwiązania.

9. Szara pikowana nerka poooh!

Do tej pory nerka kojarzyła mi się z rowerem i niedzielnym spacerem z psem. Ostatnio natomiast przekonałam się o tym, że może być również świetnym rozwiązaniem do noszenia na co dzień, czy nawet na imprezę. Rozglądnęłam się trochę za bardziej eleganckim modelem, niż obecnie posiadam i moją uwagę przykuła szara pikowana nerka od poooh!.

8.3.17

DO WSZYSTKICH KOBIET

Kochane, w dniu naszego święta życzę nam, aby wszystkie plany - nawet te bardzo abstrakcyjne - udało się z powodzeniem zrealizować. Życzę nam również szczęścia - dzięki któremu te zamierzenia staną się realne. Zdrowia, które pomoże w ich realizacji. I przyjaciół, z którymi będziemy mogli dzielić radość ze swoich sukcesów.

Post udostępniony przez Arleta O. (@ms.vitsch)
FOREO LUNA MINI - SZCZOTECZKA DO OCZYSZCZANIA TWARZY

7.3.17

FOREO LUNA MINI - SZCZOTECZKA DO OCZYSZCZANIA TWARZY

Soniczne szczoteczki do oczyszczania twarzy bez wątpienia zrewolucjonizowały rynek kosmetyczny. Wszędzie wokół mówi się o tym, że oczyszczanie to już nie tylko demakijaż i ewentualnie peeling raz w tygodniu, ale przede wszystkim dobrze dobrana, codzienna pielęgnacja skóry. I tak z popularnego kiedyś manualnego oczyszczania, przerzuciliśmy się na zabiegi mikrodermabrazji, żeby w końcu sięgnąć po specjalistyczne urządzenia przeznaczone właśnie do oczyszczania. Te najbardziej popularne, to urządzenia marek Clarisonic, Foreo oraz Philips.

Okazało się, że zgodnie z obietnicami producentów, faktycznie zapewniają efekt oczyszczonej, wygładzonej i rozjaśnionej skóry już praktycznie po pierwszym użyciu i tym samym stały się hitem sfery beauty. Nie bez powodu więc szczoteczka Clarisonic Mia 2 otrzymała nagrodę Beauty Awards Shape 2012, natomiast Foreo Luna mini nagrodę ELLE Beauty Award 2014. Clarisonic Mia 2 recenzowałam na blogu już jakiś czas temu (klik), zatem dzisiaj przyszła pora na recenzję urządzenia marki Foreo.



LUNA™ mini STYLOWE & KOMPAKTOWE OCZYSZCZANIE TWARZY
LUNA™ mini to barwne urządzenie do pielęgnacji twarzy o wielkości dłoni, które delikatnie oczyszcza twarz za pomocą innowacyjnej technologii T-Sonic™. Ta ergonomiczna szczoteczka do twarzy z 3-strefową powierzchnią jest odpowiednia dla każdego rodzaju skóry.
LUNA™ mini jest objęta 2-letnią ograniczoną gwarancją oraz 10-letnią gwarancją jakości.
Wystarczy tylko 1 minuta zastosowania dwa razy dziennie dla poprawy kolorytu skóry w zaledwie 3 dni. Niedoskonałości wywołane zanieczyszczeniami są delikatnie oczyszczone, po czym skóra lepiej wchłania składniki odżywcze kosmetyków, wyglądając zdrowo i promiennie.

Zacznę od tego, że szczoteczka którą widzicie na zdjęciach ma ponad 2 lata. Używam jej codziennie od września 2014 roku i najdłuższa rozłąka jaka nam się do tej pory przydarzyła to moje 3-tygodniowe wakacje w Azji - nie celowo, po prostu zapomniałam ją spakować do walizki. Oprócz tego incydentu, z moją Foreo Luna mini praktycznie się nie rozstaję. Myślę, że jest to wystarczający dowód na to, że przestrzegając kilku prostych zasad, możemy cieszyć się szczoteczką długie lata, a 10-letnia gwarancja jakości producenta nie jest marketingowym bullshitem.

Pamiętaj!
Nie wyklucza się użytku żadnego płynu do mycia twarzy wraz ze szczoteczką LUNA™ mini, lecz w celu zachowania optymalnego stanu urządzenia, nie zaleca się korzystania z kosmetyków zawierających krzem, silikon lub granulki peelingowe, ponieważ mogą spowodować uszkodzenie silikonowych wypustek.
Nigdy nie czyść urządzenia substancjami zawierającymi: alkohol, benzynę lub aceton.


Na czym polega fenomen Foreo Luna?



Przede wszystkim szczoteczka po prostu świetnie oczyszcza skórę, i to w widoczny dla gołego oka sposób. Podobno zawdzięczamy to technologii sonicznej T-Sonic™ (8000 pulsacji na minutę), która zapewnia delikatne złuszczanie martwego naskórka, usunięcie pozostałości makijażu oraz dogłębne oczyszczenie porów z brudu i sebum. W praktyce szczoteczka zwyczajnie nam w ręce wibruje, a reszta dzieje się sama - skóra jest odczuwalnie gładsza, oczyszczona, a zastosowane później kosmetyki pielęgnacyjne bardzo dobrze się wchłaniają.

Kolejnymi zaletami Luny są jej bezprzewodowość i całkowita wodoodporność, co oznacza że urządzenie mogę używać zarówno pod prysznicem, jak i w wannie. Podobnie zresztą było w przypadku Clarisonic Mia 2, więc nie wyobrażam sobie zrezygnowania z takiej wygody. W zestawie otrzymujemy oczywiście kabelek zasilający USB, który po podłączeniu do komputera w godzinę naładuje nam urządzenie. Co ciekawe odkąd używam szczoteczki ładowałam ją łącznie 5 razy. Zgodnie z tym co obiecuje nam producent, pełne naładowanie wystarcza nam do 300 zastosowań, co jest idealnym rozwiązaniem dla kogoś kto, tak jak ja, sporo podróżuje.


Dlaczego Foreo Luna mini jest lepsza od innych szczoteczek tego typu?

Wspominałam wyżej, że szczoteczki używam od września 2014 roku, czyli dokładnie od momentu napisania recenzji Clarisonic Mia 2. Dlaczego tak się stało? Ponieważ Foreo Luna mini całkowicie zastąpiła Clarisonic, którą po kilku dniach zdecydowałam się puścić dalej w świat. Luna wygrała dwoma czynnikami - tym, że jest dużo bardziej kompaktowa oraz tym, że poprzez swoją higieniczność jest dużo bardziej ekonomiczna. Silikonowe wypustki wystarczy regularnie czyścić, a nie wymieniać całą końcówkę szczoteczki tak, jak w przypadku rozwiązania stosowanego w Clarisonic, czy Philips (dodatkowy koszt około 100 zł co 3 miesiące).

Szczoteczka, którą dzisiaj recenzuję to, jak już wspomniałam, Foreo Luna mini, czyli urządzenie pierwszej generacji. Posiada jedynie 2-stopniową regulację intensywności pulsacji oraz wykonana jest z nieco twardszego silikonu, niż jej nowsza siostra. Pomimo, że została zastąpiona, to w dalszym ciągu można kupić na stronie producenta za 399 zł (klik).

Jakiś czas temu marka Foreo wypuściła ulepszoną wersję Foreo Luna mini 2, która jest o około 50% większa od mojej szczoteczki, posiada udoskonaloną technologię T-Sonic oraz aż 8 regulowanych intensywności dla maksymalnego komfortu oczyszczania dopasowanego do osobistych preferencji. Nowa wersja dostępna jest w 5 wersjach kolorystycznych i kosztuje 599 zł (klik).

Szczoteczka Foreo Luna mini to najlepsze urządzenie do oczyszczania twarzy jakie miałam okazję używać. Uważam, że naprawdę warto w nią zainwestować, zwłaszcza, że w tym przypadku wydatek jest jednorazowy. Wasza skóra na pewno to doceni i odwdzięczy się pięknym wyglądem.
KOLEJNY PIĘKNY, NIKOMU NIEPOTRZEBNY PLANNER

3.3.17

KOLEJNY PIĘKNY, NIKOMU NIEPOTRZEBNY PLANNER

Moda na planowanie wszystkiego opanowała internet. Co rusz czytam na blogach o kolejnych pomysłach na organizację czasu, co chwilę ktoś próbuje mnie przekonać, że w każdej sekundzie mojego życia muszę być produktywna, bo inaczej czeka mnie śmierć na kanapie przed telewizorem i, co najważniejsze, koniecznie muszę posiadać planner. I nie, nie wolno mi mieć kalendarza, tylko koniecznie musi to być PLANNER. Zrobiłam więc rekonesans, jak na porządnego blogera przystało i wiecie co? Chyba was wszystkich pojebało.


ULUBIONE KOSMETYKI I PĘDZLE DO BRWI ORAZ PODPOWIEDŹ GDZIE ZROBIĆ BRWI W KRAKOWIE

1.3.17

ULUBIONE KOSMETYKI I PĘDZLE DO BRWI ORAZ PODPOWIEDŹ GDZIE ZROBIĆ BRWI W KRAKOWIE

Fokus na brwi trwa w najlepsze już od kilku dobrych sezonów i wszystko wskazuje na to, że do końca 2017 roku będzie jeszcze mocniej, jeszcze gęściej i jeszcze bardziej... naturalnie. Jeśli lubicie być na bieżąco z aktualnymi trendami polecam zerknąć na trwające obecnie New York Fashion Weeks (fashionweekonline.com), zwłaszcza pod kątem makijaży, w których króluje właśnie naturalność.

Mając na uwadze powyższe, oraz to że mój post o brwiach sprzed ponad 2 lat do dzisiaj cieszy się ogromnym zainteresowaniem (Brow Bar Benefit w Sephora), stwierdziłam że najwyższa pora na aktualizację oraz dodanie kilku słów o tym jakich produktów do brwi używam i gdzie najlepiej w Krakowie się udać, żeby wyjść z brwiami idealnymi, zgodnymi z najnowszymi trendami.


AZZEDINE - ALAÏA PARIS EDP

20.2.17

AZZEDINE - ALAÏA PARIS EDP

Perfumy to nieodłączny element mojego porannego rytuału - wprost nie wyobrażam sobie wyjść rano z domu nie spryskawszy się wcześniej jednym z moich zapachów. Czułabym się nieswojo, podobnie, jak wtedy gdy w pośpiechu wybiegnę, zapominając założyć zegarek. Ten odczuwalny brak czegoś drażni mnie przez cały dzień - zapewne większość z was wie o czym mówię. Mimo to, na blogu o perfumach piszę naprawdę bardzo rzadko (klik, klik i klik). Dlaczego? Ponieważ wychodzę z założenia, że tematyka perfum jest bardzo specyficzna i do opowiadania o nich trzeba mieć szczególny talent, którego ja po prostu nie posiadam. Wolę więc nie wychylać się za bardzo przed szereg i w tematach perfumiarskich zazwyczaj siedzę cicho.

Dlaczego więc postanowiłam się przełamać i napisać o zapachu Alaïa? Ano dlatego, że jest to zapach dla mnie szczególny i z zamiarem napisania o nim nosiłam się już od miesięcy...


SUPLEMENT DIETY MERZ SPEZIAL NA SKÓRĘ WŁOSY I PAZNOKCIE

31.1.17

SUPLEMENT DIETY MERZ SPEZIAL NA SKÓRĘ WŁOSY I PAZNOKCIE

Zatęskniło mi się za blogowaniem, zwłaszcza że ostatnio poczułam ukłucie jakiejś zazdrości (pozytywne!) przeglądając najnowsze notki na blogach koleżanek po fachu. Z drugiej strony nie ukrywam, że strasznie ciężko mi ostatnio wygospodarować te dwie godziny na przygotowanie sensownego wpisu. Sama przed sobą usprawiedliwiam się tym, że ostatnio naprawdę sporo podróżuję (co ciekawskich zapraszam na mój Instragram), ale wszyscy tu zebrani dobrze wiemy, że to jednak trochę wymówka.

Obiecując w duchu poprawę, na spokojnie usiadłam i napisałam dzisiejszą notkę. No dobra, z tym na spokojnie to trochę ściemniam, bo za 3 godziny mam samolot powrotny do domu. Tak czy inaczej dzisiejsza notka poszła mi wyjątkowo łatwo, bo temat dla mnie znany i lubiany. Z przyjemnością zapraszam Was na recenzję jednego z moich ulubionych suplementów diety - Merz Spezial Drages.


Jak już wspomniałam wyżej, drażetki Merz Spezial to dla mnie żadna nowość. Pierwsze opakowanie kupiłam sobie zagramanicą jakieś 10 lat temu. Efekt jaki był widoczny już po pierwszy opakowaniu spodobał mi się tak bardzo, że zaczęłam regularnie ściągać sobie kolejne opakowania z niemieckich aptek. Po kilku latach tabletki trafiły już na polski rynek, więc sprawa stała się o niebo łatwiejsza.

OBIETNICE PRODUCENTA
Drażetki Merz Spezial to unikatowe i bardzo skuteczne połączenie witamin i składników odżywczych skomponowanych w ten sposób, aby intensywnie odżywiać skórę, włosy i paznokcie oraz zapobiegać niedoborom składników wpływających na ich stan. Merz Spezial zapewniają promienną skórę o zdrowym wyglądzie. Kompleks witamin z grupy B oraz cynk odżywiają skórę i chronią ją przed uszkodzeniami. Pomagają również w zachowaniu elastycznej, gładkiej skóry o świeżym wyglądzie. Witaminy C i E przeciwdziałają szkodliwym wpływom wolnych rodników, a tym samym opóźniają proces starzenia. Nikotynamid zapobiega szorstkości skóry. Wyważona kompozycja specjalnych, odżywczych substancji pomaga skórze w jej codziennej regeneracji. Rezultatem jest gładka, delikatna, brzoskwiniowa cera. Kwas foliowy, niacyna, witaminy B1 i B12 wzmacniają strukturę włosów oraz sprawiają, że włosy stają się mocniejsze i bardziej elastyczne. Na prawidłowy przebieg procesu tworzenia się włosa w cebulce mają wpływ aminokwasy: cysteina i metionina, witaminy B12 i B2, biotyna oraz kwas pantotenowy. Włosy, które są odżywiane poprzez cebulki włosowe stają się zdrowsze, mocniejsze i piękniejsze. O stan paznokci dbają zawarte w Merz Spezial biotyna, żelazo i aminokwasy. Paznokieć jest odżywiany poprzez system naczyń krwionośnych skóry. Istotne jest, aby wspomagać paznokcie od wewnątrz dla zachowania ich dobrej kondycji. Odpowiednio odżywione paznokcie nie rozdwajają się, nie łamią i mają gładką powierzchnię.

1 opakowanie zawiera 60 tabletek, co wystarcza na cały miesiąc kuracji (łykamy 2 tabletki dziennie, po jednej rano i wieczorem). Orientacyjna cena opakowania w aptece waha się między 35 zł, a 60 zł, warto więc polować na promocje, bo te zawsze przecież gdzieś się znajdą.
Więcej informacji na temat tych tabletek możecie znaleźć na oficjalnej stronie internetowej Merz Special.


MOJA OPINIA
Merz Spezial kusi już samym opakowaniem, czyli ciężką ceramiczną buteleczką, utrzymaną w ciekawej biało-pomarańczowej kolorystyce. Nie sposób koło niej przejść obojętnie, a w trakcie szukania produktu w aptece na pewno go nie przeoczymy. Zawartość buteleczki również jest miła dla oka, ponieważ same tabletki są dość drobne, różowe i co najważniejsze, dzięki lekko śliskiej powłoce, wygodne w przełykaniu (a wiem, że dla wielu osób połknięcie tabletki to nie lada problem).


Stosując tabletki regularnie, za każdym razem pierwsze efekty widzę już po około 10-12 dniach. Pisząc pierwsze efekty mam na myśli przede wszystkim mniej rozdwojone paznokcie i mniej niespodzianek na twarzy. Wraz z kolejnymi tygodniami jest coraz lepiej, natomiast prawdziwa jazda zaczyna się po dwóch opakowaniach. Włosy zaczynają mi rosnąć znacznie szybciej, tj. około 2 cm na miesiąc, pojawia się mnóstwo baby hair, paznokcie są mocne i zupełnie przestają się rozdwajać. Kurację stosuję zawsze przez 3 miesiące i później odstawiam na co najmniej kolejne 3. Efekt utrzymuje się jeszcze przez około miesiąc po odstawieniu. Później wszystko standardowo wraca do normy.


PODSUMOWANIE
Merz Spezial to jedne z najlepszych suplementów diety na rynku. Jeśli zależy Wam na poprawieniu kondycji włosów i paznokci to zdecydowanie polecam te tabletki, ponieważ tak naprawdę mało który produkt da Wam aż takie efekty, Z mojej strony mały hint - lepszy skład mają jednak mimo wszystko niemieckie tabletki niż te polskie, więc jeśli tylko macie możliwość kupić wersję niemiecką (niemieckie apteki internetowe, allegro, wycieczka) nie wahajcie się ani chwili.
Jako autorka bloga nie wyrażam zgody na kopiowanie, powielanie lub jakiekolwiek inne wykorzystywanie w całości lub we fragmentach tekstów i zdjęć z serwisu internetowego vexgirl.blogspot.com
bez mojej wiedzy i zgody (podstawa prawna: Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170).