5.6.19

O tym jak powiększyłam usta kwasem hialuronowym

Po pierwsze bardzo miło mi jest przywitać Was po dłuższej nieobecności. Jak może już zauważyliście blog zyskał nowy adres url i nową szatę graficzną. Co to oznacza? Ano nic innego jak to, że biorę się za blogowanie poważnie i możecie się mnie tutaj spodziewać częściej niż dotychczas.

Po drugie chciałam na wstępie powiedzieć, że ta notka powinna była pojawić się na blogu już daaawno temu, ale z uwagi na to, że zawirusowało mi komputer i straciłam praktycznie wszystkie zdjęcia, to reanimacja i odzyskiwanie danych zajęło mi trochę czasu. Wybaczycie mi? :)


Przechodząc do rzeczy w kwietniu 2017 roku poddałam się zabiegowi powiększenia ust kwasem hialuronowym w Klinice Anti-Aging Invicta (wspominałam o tym na Insagramie klik). Od zabiegu mięły już ponad 2 lata, usta całkowicie wróciły do swojego naturalnego kształtu, więc nadszedł czas, żebym podzieliła się swoimi spostrzeżeniami na temat tego coraz to popularniejszego zabiegu.

Słowem wstępu Klinika Invicta znajduje się w Gdańsku przy ul. Rajskiej 10. Jeśli więc poszukujecie sprawdzonego miejsca w tych okolicach, to gorąco polecam. Mnie osobiście bardzo spodobał się klimatyczny i totalnie spójny (nawet z ich stroną internetową klik) wystrój. O profesjonalizmie i sterylności chyba nie muszę nawet wspominać, bo to rozumie się samo przez się.


Moje usta nie dość, że są niesymetryczne, to jeszcze dodatkowo mają tendencję do przesuszania. Nie pomagają mi balsamy do ust, nie pomaga picie 3 litrów wody dziennie. Ot taka moja uroda. Bardzo więc ucieszyła mnie informacja, że oprócz efektu powiększenia i wyrównania asymetrii, uzyskam również efekt nawilżonych i zdrowo wyglądających ust.


Kwas hialuronowy, który został dla mnie wybrany, to STYLAGE HydroMAX przeznaczony do terapii silnie odwodnionej lub wiotkiej skóry.

Sam zabieg okazał się, pomimo znieczulenia, mocno bolesny, a ja  jestem na ból dość odporna (nie straszne mi tatuowanie - klik). Oczywiście nie jest to coś czego nie da się wytrzymać, natomiast uprzedzam, że podczas zabiegu nie da się zrelaksować. Samo nakłuwanie i aplikowanie preparatu to kwestia 10-15 min, więc da się wytrzymać, no ale otwarcie ostrzegam, żeby nie było :) Później jest jeszcze formowanie kwasu pod skóra, ale to już do nieprzyjemnych nie należy.


Od razu po zabiegu widoczne są miejsca po nakłuciu, które z czasem mogą zamienić się w delikatne siniaki. U mnie pojawiły się tylko 2 niewielkie zasinienia, które z łatwością przez te kilka dni można było zakryć korektorem. Efekt końcowy widoczny jest po kilku dniach, a zasinienia znikają do tygodnia czasu.


Co do samych efektów to napiszę wprost - PETARDA. Usta stały się symetryczne, nawilżone, pełniejsze, a efekt utrzymał się około 14 miesięcy, czyli dłużej niż zakładałam (średnio efekt utrzymuję się od 8 do 10 miesięcy).


Podsumowując z zabiegu byłam bardzo zadowolona i na pewno w najbliższym czasie go powtórzę. Polecam zwłaszcza wszystkim tym kobietom, które borykają się, jak ja, z niesymetrycznymi ustami lub po prostu chcą mieć pełniejsze, ładniej wyglądające usta.

Bardzo dziękuję ekipie Kliniki Anti-Aging Invicta za profesjonalnie wykonany zabieg oraz za przesympatyczną atmosferę.


A tutaj możecie zobaczyć jak wyglądają usta zaraz po zabiegu. Niezły dziubek, nie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jako autorka bloga nie wyrażam zgody na kopiowanie, powielanie lub jakiekolwiek inne wykorzystywanie w całości lub we fragmentach tekstów i zdjęć z serwisu internetowego vexgirl.blogspot.com
bez mojej wiedzy i zgody (podstawa prawna: Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170).